Floryda – Karaiby

23 - Grudzień - 2009

karaiby

Już za nami pierwsza podróż życia.  2 tygodnie spędzony na Florydzie i Wyspach Karaibskich. Zobacz film prezentujący wyjazd, galerię zdjęć oraz relację z wyjazdu.

Ocean Atlantycki + St. Augustine

Nasa – Kennedy Space Center

Disney World – Magic Kingdom

Disney World – Epcot Center

Sea World Orlando

Wioska indiańska z aligatorami

Key West

Miami

ikona_foto Galeria zdjęć – Floryda | Kajmany | Honduras | Meksyk | Bahama
ikona_video Galeria video – Floryda | Karaiby | Meksyk


Relacja z bajkowej podróży po Florydzie i Wyspach Karaibskich





Nasza pełna emocji i wrażeń podróż po stanie Floryda rozpoczęła się już na lotnisku w Miami. Kiedy Polskę opanowały szare i deszczowe dni i wszystkie znaki na niebie i ziemi zapowiadały zimę, nas w Stanach przywitała piękna, słoneczna i ciepła pogoda. Od razu napełniło to nas  optymizmem na cały wyjazd. Po wyczerpującej podróży, prosto z lotniska w Miami udaliśmy się na pierwszy nocleg do miejscowości oddalonej o ok 4 godziny jazdy od centrum Miami. Po drodze z zachwytem obserwowaliśmy widoki z okna. W przerwie nasz przewodnik zabrał nas do amerykańskiej restauracji której specjalnością były steki – od razu mogliśmy się przekonać jak niezdrowo odżywiają się Amerykanie i w jak dużych ilościach pochłaniają jedzenie.


22. 11.09 – nasz pierwszy pełny dzień w USA. Po szybkim i mało apatycznym śniadaniu pierwszą atrakcją był Ocean Atlantycki i plaża, która znajdowała się w pobliżu hotelu, po krótkim pobycie na plaży wyruszyliśmy w kierunku St. Agustine. Miasteczko zostało założone w roku 1565. Jest to najstarsza europejska osada w kontynentalnej części USA. W St. Agustine mimo krótkiego pobytu zachwyciły nas budowle i klimat miasta. Kolejnym etapem była położona nieopodal miasta farma aligatorów. W niej po raz pierwszy z bliska widzieliśmy aligatory i te duże i te małe. Jak się później okazało to typowe gady dla tego Stanu Floryda. Żyją w bagnach przy drodze, budząc grozę wśród turystów.  Po tej atrakcji ruszyliśmy w kierunku oddalonego o kilka godzin jazdy miejsca naszego noclegu do miejscowości Titusville. Po drodze zatrzymaliśmy się aby zobaczyć tor wyścigowy Dayton’a.


23.11.09 – poniedziałkowy dzień zapowiadał się niezwykle emocjonująco i pod znakiem dobrej zabawy, ze względu na wizytę w świecie Walta Disney’a  – w parku rozrywki Magic Kingdom. Wcześniej przed parkiem rozrywki zaplanowane było zwiedzanie Centrum Lotów Komicznych – NASA – Kennedy Space Center. To niezwykłe, pełne kosmicznych elementów miejsce zaskoczyło nas swoją ogromną powierzchnią,  sprzętem który można tam obejrzeć, pokazami filmowymi i niepowtarzalną atmosferą. Kolejny etap zwiedzania to wspomniany, magiczny świat Walta Disney’a. Aż się nie chce wierzyć, że każdego dnia przyjmowanych jest ok 80 tyś, gości. Wielkość parku, jego barwność i tysiące kolejek udostępnionych dla zwiedzających zapierają dech w piersi i powodują, że wszyscy czujemy się jak dzieci. Niejednemu zakręciła się łezka w oku, po przekroczeniu bram królestwa, wszędzie panuje radość, rozbrzmiewa miła dla ucha muzyka, widać uśmiechających się do siebie ludzi, w każdym zakamarku czeka jakaś atrakcja, i kiedy wydaje się, że już nic nas nie zaskoczy pojawiają się nowe fascynujące rzeczy. I tak pod znakiem zabawy i radości upłyną nam kolejny dzień. Późnym wieczorem, zmęczeni ale szczęśliwi i z głową pełną wrażeń opuściliśmy z żalem magiczne królestwo udając się do kolejnego motelu na nocleg.


24.11.09 – wtorkowy dzień podobnie jak wcześniejsze również zaplanowany został niezwykle atrakcyjnie. Tego dnia przenieśliśmy się do centrum nowoczesnego świata – Epcot Center – świata przyszłości należącego do części parku Disney World. I ponownie emocje, niesamowita radość, uśmiech na twarzy i niedowierzanie w to co się widzi. Epcot Center to ogromnych rozmiarów park rozrywki, zbudowany w oparciu o najnowszą, najbardziej zaawansowaną technologię. Najbardziej charakterystyczną i znakiem rozpoznawczym tego parku jest ogromnych rozmiarów piłka golfowa w środku której znajduje się jedna z wielu super kolejek przedstawiająca historię naszej cywilizacji. Podobnie jak w Magic Kingdom w parku tym znajduje się wiele sklepów z pamiątkami, restauracji, galerii itp. Bardzo ciekawą częścią są również „Mini Państwa” np. Meksyk, Francja, Chiny, Norwegia. Z zachwytem spacerowaliśmy urokliwymi uliczkami, wśród charakterystycznych budowli i obiektów przypominających znane miasta. Wieczorem zaś mogliśmy podziwiać pokaz laserowych iluminacji i grających fontann przy dźwięku muzyki.


25.11.09 – Sea World w Orlando. Chyba nikt z uczestników nie spodziewał się, że park wodny może dostarczyć tak ogromnych wrażeń. Przywitał nas zdumiewający pokaz delfinów i akrobacji, następnie prawidziwą sztuką aktorską popisały się lwy morskie, które rozbiawiły do łez całą zgromadzoną publiczność. Zakończenie oczywiście musiało być najlepsze – i takie było Orki w wodze zrobiły na każdym tak ogromne wrażenie, że ten obraz na długo pozostanie w naszej głowie. Największa gwiazda Sea World – Orka o imieniu Shamu jest największym okazem w parku. Oprócz pokazów odwiedziliśmy również liczne akwaria m.in. z płaszczkami, rekinami. Jedną z atrakcji był także ogromny rollercoaster – Mantta.


26. 11.09 – tego dnia pojechaliśmy najpiękniejszą drogą w USA – słynną 1 – położoną pomiędzy Oceanem Atlantyckim, a Zatoką Meksykańską w kierunku miasta Key West- najdalej wysunięte na południe miasto Ameryki. Droga przebiega przez 48 wysp i przez wiele mostów i prowadzi do miasta najbardziej wysuniętego na południe. Key West słynie między innymi z tego, iż mieszkał tam Hemingway, a także znane jest z najpiękniejszych zachodów słońca. Bo przejściu przez malownicze uliczki miasta, wsiedliśmy na niewielki statek i popłynęliśmy w kierunku raf koralowych, które podziwialiśmy przez szklane dno statku.


27.11.09 – tego dnia zaplanowana była wycieczka do królestwa krwiożerczych aligatorów, żyjących na terenie rezerwatu Indian. Wybraliśmy się na wyprawę po bagnach na pokładzie płaskodennych łodzi napędzanych tylnim śmigłem, tzw. air boat. Po ok 30 min. płynięcia przez bagna, wśród zarośli, dotarliśmy do „zajazdu” składającego się m.in. z prowizorycznych mostów, pod którymi znajdowały się aligatory i inne gady, dwa największe okazy wygrzewały się na trawie, mogliśmy je więc podziwiać z bardzo bliskiej odległości. Po powrocie weszliśmy na teren gdzie przedstawiona była wioska Indian, tam jeden z nich powiedział nam o swoim plemieniu i o  życiu dawnych Indian. Kolejną atrakcją była pokaz z aligatorem oraz możliwość wzięcia do ręki małego aligatora. W dalszej części dnia pojechaliśmy w kierunku Miami, zwiedzaliśmy miasto, podziwialiśmy jego piękno, niezwykłą architekturę, zachwycaliśmy się klimatem miasta. Przed zachodem słońca wypłynęliśmy w rejs statkiem wokół milionerskich wysp. Na wyspach znajduje się szereg ekskluzywnych domów ludzi showbiznesu  – Glorii Estefan, Elizabeth Taylor, Sylwestra Stallonne. Ponadto zobaczyliśmy cudowny zachód słońca, które cudownie chowało się za wieżowcami miasta, oświetlając pięknie wodę. Wieczorem zakwaterowaliśmy się w jednym z miejscowych hoteli, by następnego dnia z samego rana wykorzystać maksymalnie czas na jednej z najbardziej znanych plaż na świecie – Miami Beach.


28.11.09 – nasz ostatni dzień pobytu na Florydzie. Tego dnia cały wolny czas spędziliśmy na plaży Miami Beach, znajdującej się z tyłu hotelu. Cudownie było móc pochodzić sobie w strojach kąpielowych i cieszyć się ciepłem i słońcem, wiedząc, że w Polsce jest już zimowa aura. Jak dzieci cieszyliśmy się z plaży, piasku, wody i muszelek. Spacerowaliśmy wzdłuż plaży podziwiając otaczające nas widoki. Po krótkim odpoczynku na plaży, odwiezieni zostaliśmy do Fortu Lauderdale, gdzie czekał na nas Cruiser Crown Princess, którym popłynęliśmy w rejs po Karaibach. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, w jaką fantastyczną podróż wyruszamy i na jakim pięknym, bajkowym statku spędzimy 7 najbliższych dni. Po zameldowaniu się wpuszczeni zostaliśmy na pokład naszego pływającego hotelu. Naszym oczom ukazał się cudowny widok, piękne wnętrze z ogromnym poziomowym holem, niepowtarzalny wystrój, muzyka. Z wypiekami na twarzy udaliśmy się na 12 pokład gdzie znajdowała się nasza kajuta – pięknie urządzony pokój z balkonem. Pierwsze wrażenie było niesamowite. Statek wydawał się być niekończącą się wielką atrakcją, z wypiekami na twarzy zaraz po odpłynięciu statku z portu wybraliśmy się na jego zwiedzanie. To, co widziały nasze oczy przerastało nasze najśmielsze oczekiwanie. Nasz statek Crown Princess był luksusowym, gustownie urządzonym hotelem ze wszystkim wygodami dla pasażerów. Pełno w nim kawiarni, pubów, restauracji, każda w innym stylu na najwyższym otwartym pokładzie – 18 piętrze, oprócz tysiąca leżaków, były basen jacuzzi, bary, każdy z gości czuł się tam niezwykle komfortowo, dla nikogo nie brakowało miejsca. Oprócz tego na statku znajdował się teatr, w którym każdego wieczora odbywały się przedstawienia, był także specjalny pokład przygotowany tylko i wyłącznie dla dzieci.


28.11.09 – pierwszy pełny dzień na statku, na pełnym morzu. W tym dniu zwiedzaliśmy i podziwialiśmy statek i wciąż czymś nas zaskakiwał, swoją elegancją, zorganizowaniem, obsługa do perfekcji obsługiwała gości, sprawiając, że każdy czuł się wyjątkowo, wkońcu po całym tygodniu zwiedzania mieliśmy możliwość wypoczęcia na leżakach i okazję do opalania ponieważ temeratura powietrza sięgała 30 stopni, podobnie jak w pozostałych dniach rejsu. Wieczorem zaś, odbyło się eleganckie przywitanie gości i uroczysta kolacja.


29.11.09 – dopłynęliśmy do znanej z banków i kont milionerów wyspy Grand Cayman (Kajmany). Ta niewielka wyspa zachwyca roślinnością oraz pięknymi hotelami i sklepami z pamiątkami. Tu także nie obyło się bez wzruszeń i wielkich emocji ponieważ mieliśmy możliwość pływania z delfinami. Podzieleni na grupy i pod opieką instruktora wspaniale bawiliśmy się z delfinem, którego mogliśmy pogłaskać, który śpiewał dla nas, wykonywał wspaniałe ewolucje i również mogliśmy go pocałować. Wspaniałe uczucie móc dotknąc aksamitnej skóry delfina, jego płetw o słotkiego pyszczka. Jak się okazało akwen z delfinami to nie jedyna atrakcja jaka czekała na nas tego dnia. Później zabrano całą naszą grupę na morze gdzie po środku pływały płaszczki i każdy mógł wejść do wody i dotknąć ich. Było ich niezwykle dużo, wszystkie pływały wokoło nas. Pomimo strachu i obaw weszliśmy do wody dotykaliśmy je i karmiliśmy. Po powrocie na ląd mieliśmy też trochę czasu na zwiedzanie wyspy.
30.11.09 – tego dnia również schodziliśmy na ląd. Tym razem statek dopłyną do wyspy Roatan należącej do Hondurasu. Roatan to niewielka wyspa z przepiękną plażą, z błękitną wodą i wspaniałym piaskiem. Wyspa jest niezwykle zadbana, pełno na niej cudownych roślin o niespotykanej zieleni. Mogliśmy cały dzień korzystać z leżaków, opalać się i pić pyszne drinki z miejscowego baru na plaży. Oczywiście jak na każdej plaży przeznaczonej dla turystów nie zabrakło i na tej sklepów z gadżetami. Ta niewielka wyspa to istny raj na ziemi. Kiedy się trafia do takiego miejsca to, aż chce się żyć. I tak beztrosko upłynął nam kolejny dzień niesamowitego rejsu.

01.12.09 – no i kolejny dzień atrakcji i kolejna wyspa do zwiedzenia i nie tylko. Tego dnia zawitaliśmy do niezwykle kolorowego, radosnego i niezwykle gorącego Meksyku. Najpierw dopłynęliśmy do wyspy należącej do Meksyku – Cozumel, a z niej popłynęliśmy tamtejszym statkiem do Meksyku i udaliśmy się do miasta Tulum na półwyspie Jukatan, gdzie znajdują się ruiny Majów. Wszędzie widać było, kolorowe stroje, słychać było meksykańską muzykę, a miejscowi ludzie zadbali o to, aby turystom nie zabrakło atrakcji, późnym popołudniem po powrocie na wyspę Cozumel zjedliśmy pyszny obiad w meksykańskiej restauracji przy plaży. Oczywiście po obiedzie zaserwowany został najbardziej znany meksykański alkohol – tequila.

02.12.09 – przedostatni dzień rejsu, spędziliśmy znów na pokładzie statku, który płyną w kierunku jednej z wysp Bahama. Pomimo całego dnia na morzu nie nudziliśmy się, wykorzystaliśmy go na opalanie się i relaks. Czas umilał nam grający na żywo zespół oraz konkursy organizowane przez załogę. Wieczorem natomiast odbyła się uroczysta pożegnalna kolacja.

03.12 09 – dopłynęliśmy do wyspy, której część należała do armatora statku. Z daleka słychać było muzykę, widać było kolorowe kramy z pamiątkami i mnóstwo leżaków. My jednak postawiliśmy na zwiedzanie. Wynajętą taksówką pojechaliśmy w głąb wyspy. Ku naszemu zaskoczeniu okazała się ona prawie nie zamieszkana, a jeśli już pojawiały się jakieś domy to wyglądały bardzo biednie. Na tej wydawać by się mogło niezamieszkałej wyspie oprócz zaniedbanych nielicznych domów było wiele kościołów, dwie szkoły i kilka sklepów. Naszym pierwszym przystaniem była dzika plaża, gdzieś w zaroślach wyspy. Miejscowy przewodnik zaproponował nam przejazd na inną plażę, która jest praktycznie nie używana. Bez wahania zgodziliśmy się. Kiedy dotarliśmy na miejsce ujrzeliśmy cudowne miejsce – piękną plażę, turkusowy kolor wody i niezwykłą roślinność. Poczuliśmy się jak rozbitkowie. Słychać było jedynie szum morza, uderzenia fali o piasek. Po kilku godzinach pobytu na plaży z żalem wróciliśmy na prywatną plażę, z której wsiedliśmy na nasz statek. Tego dnia wieczorem przyszedł również czas na pakowanie się i przygotowanie do zakończenia rejsu. Z żalem w oczach, po raz ostatni spacerowaliśmy po statku, robiliśmy ostatnie pamiątkowe zdjęcia, chcąc zachować jak najwięcej wspomnień. Tego wieczoru chcieliśmy nadrobić to wszystko co nie udało nam się w ciągu całego rejsu. Na twarzach wszystkich gości widać było smutek i zadumę. Kończyła się bajkowa podróż, wszystkich czekał powrót do rzeczywistości i codziennych spraw.

04.12.09 – o świcie dotarliśmy do portu w Miami. Na pokładzie statku ucichła muzyka, po śniadaniu zjedzonym w pośpiechu nadszedł ten czas kiedy musieliśmy opuścić statek i dojechać na lotnisko. Z żalem, zadumą i głową pełną wspomnień, w milczeniu analizowaliśmy i przeżywaliśmy każdy dzień od nowa. Bez wątpienia była to wyjątkowa podróż, którą zapamiętamy i będziemy wspominać do końca życia. Ilość miejsc i atrakcji jakie zobaczyliśmy przerosło nasze oczekiwania i wyobrażenia o Ameryce. To kontynent, którym można się zachłysnąć i zakochać. Tak jest w naszym przypadku, dlatego zaraz po powrocie do Polski postanowiliśmy, że w 2010 znów wrócimy do Stanów i dokończymy ich zwiedzanie.

Napisz komentarz

justyna marcin rado

14 lecie CaliVita – Wrocław

W dniu 22 października w wrocławskiej Filharmonii im. Lutosławskiego odbyły się uroczyste obchody 14-tych urodzin firmy CaliVita. Nasza wspólna grupa [...]

Wywiad online na networkmagazyn.pl

Wywiad możecie również przeczytać w wersji online na stronie networkmagazyn.pl

Nowy numer Network Magazyn

Właśnie ukazał się nowy numer Network Magazynu – niezależnego pisma o branży MLM. W środku znajdziesz wywiad z nami :)



facebook